Wiosna
KOSMICZAK  
  Strona Kosmiczaka
  Album
  Jarzebowo Na Fotografiach
  Miedzyzdroje
  Szczecinskia Piesza Pielgrzymka na Jasna Góre
  Luis Miguel
  Bollywood
  Najpiekniejsze wiersze-obrazki
  I Love You :)
  Zaduma nad Zyciem
  Fotografia
  Smiechu Warte i inne ciekawostki
  GIFY I OBRAZECZKI !!!!
  Kosmici i Kosmos
  => Nibiru
  => Merkury
  => Wenus
  => Ziemia
  => Mars
  => Jowisz
  => Saturn
  => Uran
  => Pluton
  => Neptun
  => Komety
  => Meteoroidy, meteory, meteoryty
  => Parametry fizyczne i budowa Słońca
  => Galaktyki
  => Kosmologia
  => Gwiazdozbiory całego roku
  => Kosmos na codzien
  Nauka i nie tylko...
  Pory Roku
  Dla Mamy
  Łohnawicze
  Szczegolna
  Swieta
  Tapety Religijne
  Pocztowki z dawnych lat
  Kontakt
  Licznik
  KSIEGA GOSCI
  FORUM - Zjawiska Paranormalne
  Misz-Masz
  Gry
  Moj Pamietnik
  Obrazki graficzne

GifsZone.com Tons of Gifs!
ipla.pl
Kosmici i Kosmos

Bakterie czy zielone ludziki

Piotr Kościelniak 23-06-2008, ostatnia aktualizacja 23-06-2008 19:35

Na Ziemi mikroby mogą przetrwać w piasku, pod powierzchnią oceanów czy w lodzie Antarktyki. Czy życie może równie dobrze radzić sobie na Marsie?

Tak wyobrażali sobie Marsjan scenarzyści „Najeźdców z Marsa” z 1953 roku...
źródło: Archiwum
Tak wyobrażali sobie Marsjan scenarzyści „Najeźdców z Marsa” z 1953 roku...
...a tak „Wojny Światów
źródło: Archiwum
...a tak „Wojny Światów" z tego samego roku
źródło: Archiwum
"Marsjanie atakują” przedstawiał kosmitów jako groteskowe, krwiożercze istoty

Najnowsze odkrycia na powierzchni Czerwonej Planety wskazują, że znalezienie żywych organizmów poza Ziemią to tylko kwestia czasu. Hipotezę o istnieniu żywych organizmów poza naszą planetą potwierdza również odkrycie składników chemicznych niezbędnych do budowy DNA w meteorycie z Australii. To dlatego naukowcy częściej spierają się nie o to, czy życie może istnieć poza Ziemią, lecz o to, jak może wyglądać.

Nie z tej Ziemi

– To będą raczej mikroby, a nie małe zielone ludziki – mówi Kenneth Stedman, biolog z Centrum Badań Życia w Ekstremalnych Środowiskach na Uniwersytecie Portland. – Poszukujemy składników, dzięki którym życie może rozwijać się w określonym środowisku – tłumaczy Peter Smith z Uniwersytetu Arizony. Jest on odpowiedzialny za badania śladów życia prowadzone przez sondę Phoenix na Marsie.

Phoenix odkrył lód wodny tuż pod powierzchnią Czerwonej Planety. Niestety, kosztująca ok. 420 mln dolarów sonda nie dysponuje instrumentami pozwalającymi odkryć życie. Phoenix jest za to wyposażony w specjalne piece i analizatory składu gazów. Po podgrzaniu próbek gleby i lodu pozwolą one na stwierdzenie, czy opary zawierają ślady substancji chemicznych mogących sprzyjać życiu. Pokładowy mikroskop pozwoli ocenić, czy w przeszłości na Marsie występowała woda w stanie płynnym.

Możemy je przegapić

Istnienie wody ma zasadnicze znaczenie dla obecności życia na Marsie. To dlatego wybrano dla sondy Phoenix miejsce lądowania, gdzie tuż pod powierzchnią miał – teraz już wiadomo, że podejrzenie to było uzasadnione – występować lód wodny. Na Ziemi w podobnych warunkach odkryto już bakterie, tzw. ekstremofile.

W 2005 roku naukowcy NASA ogłosili, że udało im się ożywić bakterie zamrożone przez 32 tys. lat w lodach Alaski. Kilkanaście dni temu specjaliści z Uniwersytetu Pensylwanii donieśli o aktywności szczepu niewielkich bakterii zamrożonych w lodach Grenlandii od 120 tys. lat.

– Możliwe, że wiele światów, które na pierwszy rzut oka nie nadają się do życia, w rzeczywistości mogą być domem dla mikrobów – mówi agencji AP Seth Shostak z SETI Institite, organizacji zajmującej się poszukiwaniem inteligentnego życia we wszechświecie.

Podobną tezę zawiera raport sporządzony dla NASA przez National Research Council. – Trzeba podchodzić do poszukiwania życia na innych planetach z otwartą głową i nie przegapić jakiejś formy życia tylko dlatego, że rozglądamy się za tym, co oczywiste – powiedział John Baross, oceanograf i biolog z University of Washington, główny autor raportu.

Japończycy szukają obcych

Sukces sondy Phoenix sprawił, że poszukiwanie obcych cywilizacji przestało być zajęciem kompromitującym poważnych naukowców. Najnowszy program Japończyków zakłada obserwację wytypowanych układów planetarnych pod kątem wykrycia sygnałów obcej cywilizacji.

– Każdy chciałby wiedzieć, czy kosmos jest nieskończony i czy gdzieś tam rzeczywiście istnieją obcy – mówi Shinya Narusawa z Obserwatorium Astronomicznego NishiHarima.

ap, reuters, afp



Pierwszy turystyczny statek kosmiczny gotowy

ap , kru 28-07-2008, ostatnia aktualizacja 28-07-2008 19:48

Pojazd przypominający mały odrzutowiec zabierze na orbitę sześciu pasażerów. Wyniesie go maszyna o rozmiarach bombowca z czasów II wojny światowej

Space Ship Two na orbicie
źródło: Virgin galactic
Space Ship Two na orbicie

Brytyjski miliarder i przedsiębiorca sir Richard Branson, założyciel firmy Virgin Galactic, zaplanował krótką prezentację dwukadłubowego samolotu White Knight Two na lotnisku bazy firmy na pustyni Mojave w Kalifornii. Branson nadał maszynie imię Eve (na cześć matki). Wczoraj samolot został na krótko wyprowadzony z hangaru.

Wyniesie na bliską orbitę Ziemi właściwy pojazd kosmiczny: Space Ship Two z sześcioma pasażerami i dwoma członkami załogi. Komercyjne loty mają się rozpocząć pod koniec 2009 roku lub na początku 2010.

Choć bilet na krótką wizytę na orbicie kosztuje 200 tys. dolarów, chętnych nie brakuje. Zgłosiło się już ponad 250 osób, które wpłaciły po 200 tys. dolarów, aby zobaczyć Ziemię z wysokości 100 kilometrów i być przez 5 minut w stanie nieważkości. Pierwsi klienci firmy przechodzą już szkolenia dla astronautów.

– Zainwestowałem w to przedsięwzięcie całą moją wiarę, teraz jestem strasznie podekscytowany – powiedział przed pokazem Namira Salim, jeden ze szczęśliwców, który czeka w kolejce do lotu na orbitę.

Wyprowadzenie z hangaru pierwszej z dwóch maszyn jest prawdziwą inauguracją prób, które na dobre rozpoczną się wczesną jesienią.

Konstrukcję pionierskiego pojazdu brytyjski przedsiębiorca powierzył firmie Scaled Composites, której właścicielem był słynny konstruktor lotniczy Burt Rutan. Koncepcja Space Ship Two jest rozwinięciem konstrukcji słynnego Space Ship One. W 2004 r. Rutan otrzymał nagrodę Ansari X Prize za zbudowanie pierwszego prywatnego pojazdu zdolnego do lotów suborbitalnych.

Space Ship Two będzie się dostawał na orbitę podwieszony pod brzuchem White Knight Two. Kiedy oba osiągną wysokość stratosferyczną i odpowiednią prędkość, Space Ship Two oderwie się od samolotu matki napędzany własnym silnikiem. Rozpiętość skrzydeł samolotu matki wynosi ponad 42 m., tyle, ile miał B29 superforteca z czasów II wojny światowej.

Z dwóch kabin samolotu rodziny tych, którzy polecą na orbitę, będą mogły oglądać start Space Ship Two. White Knight Two ma być także wykorzystywany do wynoszenia w kosmos lekkich satelitów. Lot od chwili startu z bazy w Kalifornii trwać będzie 2,5 godziny. Według obliczeń Rutana w ciągu 12 lat firma wyśle na wycieczkę orbitalną 100 tys. osób. Branson zapowiada, że po pierwszych pięciu latach podróż będzie znacznie tańsza. Pierwszy egzemplarz Space Ship Two zmontowany jest już w 60 – 70 procentach.


Sonda znalazła wodę na Marsie

peka 01-08-2008, ostatnia aktualizacja 01-08-2008 04:21

Lądownik Phoenix odkrył na Czerwonej Planecie lód wodny. Naukowcy sprawdzą, czy mogło tam istnieć życie

źródło: ROL

Dotąd badacze nie mieli bezpośredniego dowodu na to, że na Marsie znajduje się woda – pod postacią lodu lub w stanie ciekłym. Sugerowały to wcześniejsze obserwacje, przede wszystkim zdjęcia białej substancji (prawdopodobnie lodu), ale dopiero teraz udało się to potwierdzić.

Phoenix w specjalnym piecu podgrzał próbkę gruntu zawierającego lód i przeprowadził analizę chemiczną. – Widzieliśmy już dowody na to, że jest tam woda, ale teraz pierwszy raz dotknęliśmy i spróbowaliśmy jej – powiedział William Boynton, główny naukowiec misji.

– Staramy się teraz ustalić, czy lód kiedykolwiek topniał i czy stworzył wilgotne środowisko – tłumaczy Peter Smith analizujący informacje z Phoeniksa. – Dopiero odbieramy dane. Być może uda nam się rozstrzygnąć, czy na Marsie są regiony nadające się do zamieszkania, czy występuje tam woda w stanie płynnym i materiały będące podstawowymi składnikami form życia.

Sukces programu badań Marsa naszedł w najlepszym momencie. Wcześniej Phoenix psuł się, a naukowcy nie mogli przeprowadzić nawet najprostszych analiz. Teraz NASA zapowiedziała, że misja zostanie przedłużona co najmniej do końca września.



Wielkie odkrycie małej planety

Krzysztof Urbański 02-06-2008, ostatnia aktualizacja 02-06-2008 23:59

Nowy układ planetarny i glob niewiele większy od Ziemi znaleźli naukowcy z międzynarodowego zespołu. Umożliwili to polscy uczeni

Masa planety jest niecałe trzy razy większa od masy Ziemi. Gwiazda, wokół której krąży, jest również rekordowo mała. Układ znajduje się w gwiazdozbiorze Strzelca w odległości 3 tys. lat świetlnych od nas.

Trzy lata podróży

Planeta krąży wokół tej gwiazdy w odległości odpowiadającej odległości Wenus od Słońca. Aby zatoczyć pełny okrąg wokół centralnego obiektu, planeta MOA-2007–BG-192 Lb potrzebuje trzech ziemskich lat.

Odkrycie zaprezentowane zostało na zjeździe Amerykańskiego Towarzystwa Astronomicznego przez Dave’a Bennetta z Uniwersytetu Notre Dame w USA oraz w magazynie „The Astrophysical Journal”.

– To klasyczny układ planetarny, który musiał się formować, tak jak nasz słoneczny – poinformował „Rz” prof. Andrzej Udalski z Obserwatorium Astronomicznego Uniwersytetu Warszawskiego, szef grupy OGLE, która miała istotny wkład w odkrycie globu. Do zespołu należą także m.in. prof. Marcin Kubiak i dr Michał Szymański. – To pierwsze odkrycie, które świadczy o tym, że układy planetarne mogą się formować nawet wokół ciał centralnych o małej masie. Niewykluczone więc, że wokół pobliskich gwiazd o małej masie, których jest zatrzęsienie, może być sporo planet, których nie jesteśmy w stanie odkrywać za pomocą dzisiejszych technik. Warunki na takich planetach wcale nie muszą być ekstremalne, jeśli mają np. grubą atmosferę – dodał prof. Udalski.

Układ MOA-2007–BG-192 został odkryty metodą tzw. mikrosoczewkowania grawitacyjnego. Metoda ta polega na rejestrowaniu odchyłek jasności świecącej gwiazdy. Zjawisko zachodzi wtedy, kiedy jakiś obiekt, np. gwiazda lub planeta, przechodzi blisko świecącej gwiazdy. Zgodnie z teorią względności Einsteina grawitacja takiego obiektu ugina światło gwiazdy jak soczewka. Wtedy widoczna jest zmiana jej jasności.

Obserwacje z Chile

Wykorzystanie tego zjawiska do odkrywania odległych planet zaproponował nieżyjący już polski astrofizyk prof. Bohdan Paczyński. Naukowcy pod kierunkiem prof. Andrzeja Udalskiego opracowali praktyczne wykorzystanie tej metody i utworzyli zespół OGLE (Optical Gravitational Lensing Experiment). To już 14. układ odkryty przez zespół OGLE.

Układy planetarne mogą się formować wokół gwiazd o małej masie, których jest zatrzęsienie

Prowadząc badania w Obserwatorium Las Campanas w Chile, zespół zarejestrował standardowy fragment przebiegu zjawiska mikrosoczewkowania. Dane te posłużyły do charakterystyki parametrów układu planetarnego. W przypadku nowego odkrycia kilkugodzinna „anomalia planetarna”, czyli charakterystyczne dla obecności planety migotanie gwiazdy wystąpiło w czasie, kiedy obiekt był widoczny z rejonów Australii i Oceanii i został zarejestrowany przez japońsko–nowozelandzką grupę MOA. Dodatkowe obserwacje były prowadzone za pomocą Bardzo Wielkiego Teleskopu (VLT) Europejskiego Obserwatorium Południowego w Chile.

Chłodne słońce

– Krótkotrwały sygnał planetarny wystąpił, gdy ten obiekt był widoczny nad Nową Zelandią. Mikrosoczewka z naszego obserwatorium wyglądała, jak wywołana przez pojedynczą gwiazdę, ale to nasze dane pozwoliły precyzyjne wyznaczyć parametry całego układu – podkreśla prof. Udalski. – Po raz kolejny widać, jak ważne w mikrosoczewkowaniu planetarnym są 24-godzinne obserwacje takich obiektów i współpraca międzynarodowa.

Mimo że ilość odkrytych planet pozasłonecznych idzie już w setki, naukowcy poszukują takich, które byłyby podobne do Ziemi, bo jedynie takie globy mogłyby gościć życie.

Nowo odkryty system sporo jednak różni się od Układu Słonecznego. Masa centralnego obiektu wynosi ok. 6 proc. masy Słońca. To prawdopodobnie obiekt gwiazdopodobny – brązowy karzeł. Jego masa jest zbyt mała, aby podtrzymać reakcje jądrowe we wnętrzu. Ale niedokładność obserwacji jest na tyle duża, że masa karła może wynosić ok. 8 proc. masy Słońca. W takim przypadku obiekt mógłby być już miniaturową gwiazdą, we wnętrzu której zachodzi spalanie wodoru.

Gwiazda lub brązowy karzeł świeci ok. miliona razy słabiej niż Słońce, więc temperatura atmosfery planety powinna wynosić poniżej -200 stopni Celsjusza. Naukowcy nie wykluczają, że gęsta atmosfera zatrzymuje ciepło pochodzące z rozgrzanego wnętrza planety.

Odkrywanie egzoplanet to nasza specjalność

Znamy ok. 300 planet w pozasłonecznych układach planetarnych. Te badania zapoczątkowali polscy astronomowie

1991 rok

- prof. Aleksander Wolszczan zlokalizował pierwsze trzy planety poza Układem Słonecznym krążące wokół pulsara PSR B1257+12 w konstelacji Panny.

2001 rok

- prof. Andrzej Udalski z Obserwatorium Astronomicznego Uniwersytetu Warszawskiego skonstruował w ramach programu OGLE kamerę mozaikową, dzięki której odkryto m.in. trzy najbardziej oddalone od Słońca układy planetarne. Dzięki tej metodzie można prowadzić jednoczesną obserwację aż miliona obiektów.

2005 rok

- polscy naukowcy skupieni w programie OGLE zlokalizowali w konstelacji Strzelca skalistą planetę najbardziej podobną do Ziemi. Jest to równocześnie jeden z najbardziej odległych znanych nam światów.

- dr Maciej Konacki z Centrum Astronomicznego im. Mikołaja Kopernika PAN odkrył w konstelacji Łabędzia pierwszą planetę znajdującą się w układzie trzech gwiazd. To odkrycie obala teorię o powstawaniu planet, która zakłada, że tworzą się one najczęściej na orbitach wokół pojedynczych gwiazd.

- prof. Wolszczan wraz dr. Konackim wykryli czwartą planetę w systemie pulsara PSR B1257+12.

2007 rok

- dr Paweł Moskalik, dr Andrzej Baran i dr Stanisław Zoła odkryli w gwiazdozbiorze Pegaza planetę, która przetrwała agonię gwiazdy macierzystej będącej obecnie podkarłem.

2008 rok

- naukowcy z Obserwatorium Astronomicznego UW w ramach programu OGLE odkryli miniaturową wersję Układu Słonecznego znajdującą się w gwiazdozbiorze Skorpiona, ok. 5 tys. lat świetlnych od Ziemi.

astan




UFO, grawitacja i podróże międzygwiezdne.               

Artykuł wygłoszony na X Jubileuszowym UFO Forum we Wrocławiu w dniach 6,7 maja 2006 roku.

Perspektywy i możliwości.


Na wstępie propozycja: proponuję zapomnieć całą dotychczas zdobytą w szkołach wiedzę z dziedziny fizyki, mechaniki i nauk pokrewnych. W silnych, sztucznych polach grawitacyjnych, a o takich będzie mowa, nie obowiązują prawa fizyczne naszego Świata.

Tam rządzą inne prawa, o których będzie mowa później.

To jest fizyka ery grawitacji!

Pytają mnie ludzie: przecież inna jest grawitacja na Księżycu, inna w lecącej rakiecie, czy na Stacji Orbitalnej.

Nie, GRAWITACJA JEST TA SAMA. Inna jest tylko siła przyciągania ziemskiego, a to jest zupełnie co innego! To wszystko dzieje się w ramach jednego i tego samego układu grawitacyjnego. W granicach naszego Układu Planetarnego, naszego Świata. Siła przyciągania jest tylko jednym z przejawów istnienia grawitacji, najbardziej powszechnym i odczuwalnym, ale – być może - wcale nie najważniejszym!

Natomiast w silnych, sztucznie wytworzonych, lokalnych polach grawitacyjnych, które nazwałem „bąblem grawitacyjnym” obiekty materialne znajdujące się wewnątrz tych bąbli:

- nie mają ciężaru i bezwładności!

Są jakby wycięte z naszego świata. Znajdują się w innej, lokalnej rzeczywistości, a my widzimy je przez przezroczystą zasłonę, ale tylko wtedy, kiedy chce tego ich załoga. Mogą się jednak otoczyć zasłoną niewidzialności, mogą przeskoczyć w czasie w inne miejsce przestrzeni. I dlatego znikają nam nagle z oczu, by znaleźć się kilkaset metrów, albo kilometrów dalej.

To nie są cuda ! To jest fizyka pól grawitacyjnych.

Zapytacie, skąd to wiem ? Nie wiem. Ja tylko tak przypuszczam, tak wnioskuję na podstawie zdobytej wiedzy i doświadczenia. Takie wytłumaczenie wydaje mi się najbardziej prawdopodobne.

I to jest moim zdaniem jedyne, racjonalne wytłumaczenie niesamowitych zdolności i możliwości manewrowych pojazdów, obiektów UFO, bo taki jest bezpośredni związek grawitacji z UFO i dlatego o grawitacji mówię na UFO Forum poświęconym tym Obiektom.

Po wieloletnich studiach tematu grawitacja, zbieraniu materiałów i doniesień prasowych i internetowych, doszedłem do wniosku, że jedynie napęd wytwarzający silne, sztuczne pola grawitacyjne umożliwia przemieszczanie się tych obiektów między światami i wymiarami, nagłe pojawianie się znikąd i nagłe ich znikanie, gwałtowne przyspieszanie, stopowanie i zawisanie w miejscu. Żaden ziemski statek, a przynajmniej taki, który nie ma napędu grawitacyjnego nie jest zdolny do takich manewrów.

I tu muszę przytoczyć teorię amerykańskich fizyków o właściwościach grawitacji.

Trzech profesorów amerykańskich uniwersytetów, Nima Arkani-Hamed, Savas Dimopoulos i Georgi Dvali, /vide Świat Nauki nr.2 z roku 2003 Wydanie Specjalne/, ogłosili teorię wielu wymiarów. Stwierdzili jednocześnie, że jedyną siłą, jedynym oddziaływaniem fizycznym zdolnym opuścić nasz świat, naszą D-branę jest GRAWITACJA!







To właśnie dzięki niej, dzięki silnikom grawitacyjnym wytwarzającym sztuczne, lokalne pole grawitacyjne – wehikuły UFO przylatują do nas z innych planet, a może innych światów lub wymiarów.

I właśnie celem mojego wystąpienia jest próba wyjaśnienia, w jaki sposób latają, manewrują i pojawiają się w naszym świecie i w naszej przestrzeni statki Obcych zwane UFO.

O tym ile ich jest, jakie, w jaki sposób manifestują swoją obecność będą mówili inni. Ja natomiast przejdę do teorii jak podróżują Obcy w zależności od stopnia rozwoju ich cywilizacji.

Jeszcze raz podkreślić chcę, że to nie są moje teorie. Ja jestem zbieraczem pereł-myśli, z których próbuję złożyć piękny naszyjnik wiedzy.

Według profesora Michio Kaku, /tłumaczenie z serwisu India Daily/, - cytuję: „Super zaawansowane cywilizacje typu IV-go podróżują przez nasz i inne wszechświaty bez potrzeby używania pojazdów UFO. Bardziej prymitywne cywilizacje typu I, II oraz III potrzebują statków kosmicznych do podróży, natomiast cywilizacja typu IV po prostu zakrzywia czasoprzestrzeń.

Zakrzywianie czasoprzestrzeni jest koncepcją, według której nie udajemy się do miejsca przeznaczenia – to miejsce przeznaczenia  „zbliża się do nas”.

Odpowiedź leży w zastosowaniu czegoś pod nazwą ciemnej energii. Ciemna energia pozwala na dezintegrację oraz deformację przestrzeni. Są również możliwe wnioski, że ciemna materia pozwala także na izolację wymiarów czasowych.” – koniec cytatu.
Od siebie dodam, że nasz widzialny i dotykalny Świat to niecałe 5%.
Jesteśmy malutkim ułamkiem Natury. Reszta, to CIEMNA MATERIA I ENERGIA!!!!

Czym ona jest ? To chyba NAJWIĘKSZA ZAGADKA UNIVERSUM, MULTIWSZECHŚWIATA!

 

 






Dlaczego wszystkie informacje o UFO są starannie ukrywane i wyśmiewane, mimo, że są w 100% prawdziwe ?

Odpowiedź jest oczywista : komukolwiek uda się opanować technologię zakrzywiania przestrzeni, będzie miał miażdżącą przewagę nad resztą!

Są już pierwsze sygnały, że naukowcy i inżynierowie zaczynają powoli rozumieć koncepcję zakrzywiania czasoprzestrzeni przy pomocy ciemnej energii. Ale, jak dotychczas NIKT nie sformułował  teorii naukowej opisującej wyczerpująco to zjawisko w połączeniu z innymi siłami przyrody. W teorii relatywistycznej Einstein sformułował wzór na masę ciała będącego w ruchu. Masa ta jest funkcją prędkości. Wzór jest następujący:


Jak z niego wynika,-gdy prędkość obiektu v zbliża się do prędkości światła c , masa m(v) /czytaj em od vau/ rośnie do nieskończoności, bo mianownik zbliża się do zera.


Nie ma takiej siły, która mogłaby nadać większą prędkość masie nieskończenie wielkiej.

I na tej zależności opiera się fałszywy dowód, że w przyrodzie nie istnieje większa prędkość niż prędkość światła!

I w ten sposób próbowano, (kto?) zamknąć nas w klatce ograniczonego świata.

Nowe teorie obalają to twierdzenie i otwierają nam bramy do innych gwiazd i galaktyk.

Przecież Oni też stamtąd przylatują i jakoś to robią, więc jest to możliwe!

Naukowcy na całym świecie próbują znaleźć tzw. TEORIĘ WSZYSTKIEGO, ujmującą jednocześnie teorię względności, zjawiska kwantowe, oddziaływania silne, słabe i grawitacyjne. Ale, o ile mi wiadomo, dotychczas jeszcze nikomu się to całkowicie nie udało.

Czym jest grawitacja?

Mimo przeczytania wielu książek dotyczących tego zagadnienia nie spotkałem się z wyczerpującym, naukowym określeniem tego zjawiska, odpowiadającym współczesnemu poziomowi wiedzy.

W Encyklopedii Powszechnej PWN pod hasłem grawitacja napisano: (łać.) ciążenie powszechne, własność dowolnej pary ciał, polegające na wzajemnym przyciąganiu się.

Lakoniczne to stwierdzenie jest nieprawdziwe, nie wyjaśnia istoty znacznie bardziej skomplikowanego zjawiska.

Ciążenie powszechne, jak już wspomniałem jest jedynie jednym z przejawów istnienia grawitacji, jej najbardziej znaną i odczuwalną manifestacją.

Tak, jak prąd elektryczny jest skutkiem istnienia skomplikowanego zjawiska pól elektromagnetycznych. Samo zjawisko grawitacji jest niezwykle skomplikowaną formą istnienia materii energii i przestrzeni.

Spotkałem się z określeniem, że grawitacja jest parametrem przestrzeni.

Jest przede wszystkim siłą, która wiąże w jedną całość wszystkie planety i gwiazdy, oraz wszystkie mgławice naszego Wszechświata. Ale to nie wszystko! Nasz Wszechświat to tylko 4% z kawałkiem całości Megawszechświata. Grawitacja prawdopodobnie przenika przez wszystkie światy i wymiary i poprzez oddziaływanie na ciemną materię i energię zespala, wiąże całe Uniwersum w jedną całość.

To właśnie opanowanie, zrozumienie i praktyczne zastosowanie grawitacji może umożliwić nam podróż do tych niewidzialnych światów, zajrzenie za kurtynę niewidzialności. Ciekawość zawsze była wielkim motorem napędowym działania człowieka-odkrywcy.

To prawdopodobnie z za tej kurtyny przylatują do nas Obcy. Od dawnych już czasów. A kiedy my... Są różnego rodzaju próby i teorie wyjaśnienia zjawiska grawitacji i związanych zagadnień.

O dwóch z nich, bardzo interesujących - opowiem.

Teoria próżni prof. Gennadija Iwanowicza Szypowa.







 

Szypow był wykładowcą fizyki na Uniwersytecie Moskiewskim.

Teoria próżni zakłada, że istnieje siedem /7/ poziomów /planów/ rzeczywistości:

1. Absolutne NIC  /Absolut, Bóg – dopisek mój/.

2. Pierwotne pole wirowania (świadomości)

3. Próżnia

4. Plazma (cząstki elementarne)

5. Gaz

6. Ciecz

7. Ciała stałe

Twierdzi on, że próżnia /3/ jest źródłem ogromnej ilości energii. Jeden centymetr sześcienny próżni zawiera energię wystarczającą na zaspokojenie wszystkich potrzeb energetycznych ludzkości!

Współpracujący z Szypowem naukowcy pracują nad urządzeniem pobierającym niemal nieograniczone ilości czystej energii z dowolnego miejsca na planecie czy w kosmosie.


Podobno takie urządzenie będzie gotowe za kilka lat.

Koniec z ropą węglem, czy wożeniem paliwa ! Koniec z paliwowo-motoryzacyjnym Imperium Zła !

Zespół Szypowa skonstruował też urządzenie przypominające latający spodek nazwane przez niego  „Ziemskim UFO”, które podobno latało.

Jednak nie wiem nic o dalszych jego losach.

Najważniejszym jednak wynalazkiem opartym na teorii próżni jest generator torsyjny, którego twórcą jest Anatolij Akimow. Urządzenie to, wielkości czterech paczek papierosów wytwarza pole torsyjne rozprzestrzeniające się miliardy razy szybciej niż światło i przenika przez każdą materię nie tracąc na intensywności. Nie wiadomo dokładnie jak szybko się porusza, gdyż nie udało się tej prędkości zmierzyć. Nie wykluczone, że jest nieskończenie wielka, a jego oddziaływanie natychmiastowe – niezależne od odległości!

Szypow dowodzi też istnienia dotychczas nieznanych, niewidzialnych rodzajów materii i energii.

Aż się tu prosi abym przypomniał, że w jednym z wcześniejszych artykułów napisałem, że jest bzdurą założenie Einsteina o granicznej prędkości w przyrodzie, jaką jest prędkość światła i że fałszywa jest wynikająca z niej teoria względności.

Może ona być sprawdzalna jedynie w szczególnym przypadku to jest w ziemskim stałym polu grawitacyjnym. Nie obowiązuje w innych układach grawitacyjnych, gdzie rządzą inne prawa fizyczne, przy istnieniu innych pól energetycznych i innych źródeł nieznanej nam energii – co wykazał Szypow.

Wspomnę jeszcze, że niewybaczalną arogancją i ignorancją byłoby twierdzenie i upieranie się przy tym, że znamy już wszystkie rodzaje materii i energii istniejące w przyrodzie.

Przykładem niech będą pola torsyjne, ciemna materia i energia, a nawet nasza grawitacja, o której wiemy tak niewiele – prawie NIC !

Jako ciekawostkę podam jeszcze, że według Szypowa pierwotne pole wirowania, nazywane też polem świadomości składa się z „elementarnych wirów czasoprzestrzennych przenoszących informacje.”

To właśnie ten poziom umożliwia powstawanie zjawisk określanych mianem magii, parapsychologii, psychotroniki. Pierwotne wiry tworzą coś w rodzaju materii będącej powłoką myśli. Na tym poziomie myśl jest materialna, może istnieć samodzielnie i oddziaływać na obiekty materialne. Może nie takie głupie i bezpodstawne jest powiedzenie, że myślą można przenosić góry. Może nasi dalecy przodkowie kiedyś to potrafili /piramidy?/.

Może za milion lat ludzie też nauczą się tej cudownej umiejętności, kiedy ludzkość osiągnie IV poziom. O ile wcześniej nie pozabijają się lub wytrują....

Jednym z najciekawszych wniosków wynikających z teorii pola świadomości jest istnienie życia po śmierci. Dusze ludzkie po uwolnieniu się z materii przenoszą się do materialnego pola myśli- tam gdzie myśl staje się rzeczywistością.

Teoria Profesora Michała Gryzińskiego.

Profesor Michał Gryziński był Polakiem, pracował w Instytucie Badań Jądrowych w Świerku i przez 40 lat prowadził własne badania nad budową atomu. Kiedy przedstawił swoją teorię wybuchła prawdziwa burza.

„Mechanika kwantowa to największa mistyfikacja w historii nauki” – ogłosił Profesor.

Według Michała Gryzińskiego Niels Bohr popełnił kardynalny błąd opracowując „model planetarny atomu”, gdyż atom wygląda zupełnie inaczej.

Model ten wszyscy znamy ze szkoły i dlatego, między innymi proponowałem na wstępie, aby zapomnieć o szkolnej wiedzy.

 

                                  
                       

                                   Model atomu wg. Bohra



                       


                               Model atomu wg. Prof. Gryzińskiego

 

Profesor wykazuje, że atom ma budowę radialną.

Oznacza to, że elektrony poruszają się wokół jądra po torach przypominających hiperbole, a nie okręgi i nazwał to „modelem swobodnego spadku”.

Jeśli teoria ta jest prawdziwa, to wynikają z niej wnioski, że prędkość światła nie jest najwyższą prędkością we wszechświecie.

Profesor stwierdził też, że w atomie ukryta jest ogromna ilość energii powstałej w momencie narodzin wszechświata i że otacza nas ocean energii mogącej wystarczyć na wszelkie potrzeby planety, /co twierdziłem wcześniej w swoich artykułach i napisanej książce/.

Twierdzi też, że Einstein znał prawdę o budowie atomu i celowo wprowadzał Niemców w błąd, aby uniemożliwić im wyprodukowanie bomby atomowej.

Teoria prof. Gryzińskiego spotkała się z całkowitym potępieniem przez autorytety oficjalnej nauki, a on sam z zaciekłą krytyką środowiska fizyków kwantowych.

Skąd my to znamy???

Pod koniec życia doszedł do wniosku, że istnieje jakaś inteligentna siła, która łączy wszystkie atomy, z których składa się wszechświat.

Profesor Michał Gryziński zmarł w 2004 roku w wieku 74 lat.

Dlaczego powinniśmy usilnie pracować nad opanowaniem i praktycznym zastosowaniem grawitacji?

Odpowiedz jest prosta, banalna i szczera, aż do bólu: - bo nie mamy innego wyjścia, bo zmusza nas sytuacja, okoliczności i perspektywy uzyskanych korzyści!

Kurczą się wszelkie zasoby energetyczne, ropy, węgla oraz wszelkich innych surowców. Energia atomowa jest mało wydajna a przede wszystkim niebezpieczna! /Czarnobyl/.

Dotychczas spalane surowce, w samochodach, silnikach Diesla, lotniczych, okrętowych, odpady przemysłowe zrzucane do wody i powietrza skrajnie zatruwają i zanieczyszczają środowisko. Wkrótce zabraknie czystego powietrza do oddychania i wody zdatnej do picia!

Nie będę rozwijał tego tematu, bo wszyscy to znają, powiem tylko: dalej tak nie może być!

Musimy szybko, natychmiast podjąć dzieło budowy urządzeń wykorzystujących czystą, wolną energię - (Free energy).  I to należy skorzystać z wszelkich jej źródeł: wiatru, słońca, wody i innych. Wydawałoby się, że najłatwiej i najbardziej dostępna jest energia słoneczna. Niestety, znane urządzenia przetwarzające są drogie i mało wydajne. Nie należy jednak z nich wszystkich rezygnować, dopóki nie nauczymy się korzystać z nieograniczonych zasobów energii próżni i energii grawitacyjnej. Energią próżni nie zajmowałem się dotychczas, niech tym zajmą się inni, wracamy do energii grawitacyjnej.

Warunkiem i przyczyną powstawania sztucznych pól grawitacyjnych jest WIR!

Wir jest powszechnym zjawiskiem występującym w przyrodzie. Wirują planety, gwiazdy, galaktyki, wiruje woda w rzece, wirują trąby powietrzne i tornada. Ruch jest warunkiem i przejawem istnienia materii-energii i również życia. Ale do wytworzenia grawitacji jest niezbędny silny ruch wirowy ośrodka.

Jak powstaje sztuczna grawitacja?

Z dostępnych informacji wynika, że są trzy sposoby:

- w szybko wirujących zbiornikach rtęci

- wirujące pierścienie magnetyczne /Searl/

- w wirach wodnych /Schaumberger/

 

Prawdopodobnie istnieją jeszcze inne sposoby, ale ja się z nimi nie spotkałem.

Wir, najprawdopodobniej niezbędny jest do prawidłowego, odpowiedniego ułożenia spinu w atomach.

Jak wynika z wielu doniesień było wiele prób budowy silników i pojazdów grawitacyjnych, poczynając od eksperymentów prowadzonych przez uczonych niemieckich w latach trzydziestych. Jednak wnioskując z tego, że nie są w codziennym użytku, próby te nie kończyły się sukcesem. Chyba, że armie czołowych mocarstw posiadają takie pojazdy i trzymają ten fakt w najgłębszej tajemnicy.

Niezależnie od tego, kto – my, ludzie musimy rozpocząć prace nad zbudowaniem takich pojazdów.

Perspektywy i możliwości.

O tym, że UFO jest zjawiskiem rzeczywistym, realnym nie trzeba nikogo przekonywać.  Natomiast, czym są te obiekty, to już jest osobne pytanie.

Wiele obserwacji wskazuje na to, że są to obiekty sztuczne, wykonane i sterowane przez istoty inteligentne. Skąd pochodzą, nikt dokładnie nie wie, mimo, że są różne hipotezy – wiele jednak wskazuje na to, że nie są wytworem rąk ludzkich.

O tych sprawach będą mówili szeroko inni, więc ja skoncentruję się na tym, czy warto podjąć trud budowy takich pojazdów.

Na wstępie trzeba sobie uświadomić ogrom trudności takiego przedsięwzięcia.

Przede wszystkim nie ma naukowej teorii grawitacji, dającej podstawy podjęcia eksperymentów i budowy prototypów.

Trzeba niestety spojrzeć prawdzie w oczy i stwierdzić, że problem przekracza możliwości intelektualne naszych ziemskich uczonych. Faktem jest, ze zagadnienie jest niezmiernie trudne, dotyczące podstaw istnienia materii i energii, a może podstaw bytu i istnienia naszego świata. Jak wspomniałem wyżej, wielu naukowców, fizyków robi próby zrozumienia i opanowania tego problemu, ale, jak dotychczas chyba żadnemu się nie udało.

Za wysokie progi!  Ale nie można czekać, aż się znajdzie geniusz, który sprosta wyzwaniom. Co więc pozostaje? Próby i eksperymenty „w ciemno”. Działanie na intuicję, z wykorzystaniem starożytnej wiedzy o wimanach, pojazdach Bogów, pojeździe Ezechiela i o wszystkich innych eksperymentach w tej dziedzinie. A jest tego wiele, nawet bardzo dużo!

A eksperymenty można i trzeba zacząć od najprostszych modeli. Z historycznych przekazów wynika, że ludzie w zamierzchłej przeszłości posiadali i korzystali z takich pojazdów.

Dlaczego więc i nam nie miałoby się powieść?

A gra jest warta świeczki. Może nawet warta istnienia i rozwoju dalszych pokoleń.

Myślę, że możemy trochę pofantazjować......

Pojazdy grawitacyjne nie potrzebują stacji benzynowych, bo „paliwo” jest wszędzie, wokół nich, darmowe, za które nie trzeba płacić! Nie potrzebują dróg, autostrad, lotnisk, bo mogą zatrzymać się, zawisnąć wszędzie, nawet nad trawnikiem przed domem, nie uszkadzając klombu z kwiatkami. Nie mają wypadków, bo w razie kolizji zatrzymują się w miejscu, lub wymijają- ześlizgując się „bąblami”. Nie produkują śmierdzących, trujących spalin. Nie potrzebujesz kupować biletów lotniczych, bo w kilka minut możesz być u przyjaciela w Kanadzie. Zobacz ile można zyskać powierzchni na Ziemi do obsiania zbożem i obsadzenia lasami i kwiatami po zlikwidowanych autostradach, drogach i lotniskach.

I wreszcie możesz odetchnąć świeżym powietrzem, gdyż miliony smrodliwych samochodów, samolotów i maszyn wyrzucono na złom!

Takie są perspektywy. Resztę sobie dopowiedzcie sami i zastanówcie się, czy warto.....

A jak jest z możliwościami?

Moim zdaniem są ogromne. Nasz technika osiągnęła już ogromny rozwój. Co prawda można mieć zastrzeżenia odnośnie kierunków tego rozwoju, ale w niektórych dziedzinach jak elektronika, chemia, medycyna są ogromne. Wystarczy jednak popatrzeć na szczytowe osiągnięcie naszej techniki, jakim niewątpliwie jest wahadłowiec „kosmiczny”.

Pisze w cudzysłowie, bo z kosmosem ma tyle wspólnego, co koń z koniakiem i rum z rumakiem. Ile trudu, i pracy włożono w ten pojazd gdzie przeszło 90% ciężaru stanowi paliwo!  A napęd ? Słup dymu i ognia, ryk rozdzieranego powietrza, tytaniczny wysiłek by dźwignąć tego kolosa i oderwać od ziemi!  To i tak dobrze. Wyobraźcie sobie ile węgla by musiał zabrać gdyby tak udoskonalano silnik parowy! I to wszystko po to, by zawieźć kilka osób i trochę sprzętu na Stację Orbitalną. W głęboki kosmos – kilkadziesiąt kilometrów od Ziemi!

Niewielki latający dysk załatwiłby bezgłośnie sprawę w kilkanaście minut!

I po to również warto budować dyski grawitacyjne.

Moim zadaniem było właśnie to pokazać. Reszta należy do innych.

inż. Andrzej J. Kraśnicki

3

Znaki życia w Kosmosie



http://www.ufoinfo.pl/

Starożytni Grecy toczyli spory o miejsce Ziemi we wszechświecie. Zwyciężył Ptolemeusz, który sądził, że nasza planeta stanowi centrum kosmosu. Jego pogląd przetrwał przez wieki, aż do średniowiecza. Człowiek jest panem stworzenia i nie jest możliwe, by żył na krańcach kosmosu - argumentowano.
Sytuacja niewiele się zmieniła, gdy w 1543 roku Kopernik wykazał, że Ziemia krąży wokół Słońca. Środkiem wszechświata mianowano wtedy cały Układ Słoneczny - wyjątkowy z racji istnienia rodzaju ludzkiego na jednej z planet.
Dopiero w początkach XX wieku astronomia na zawsze pożegnała dogmat o wyjątkowości naszego miejsca we wszechświecie. Okazało się, że Słońce i obiegające je planety znajdują się na skraju jednego z ramion wirującej galaktyki, którą nazywamy Drogą Mleczną. Nawet ona nie jest środkiem wszechświata, którego zresztą próżno szukać wśród miliardów galaktyk, pierzchających na wszystkie strony po Wielkim Wybuchu.
Skoro Ziemia nie stanowi środka kosmosu, to może nie jest również wyjątkowa pod względem życia i inteligencji? Może we wszechświecie istnieją jeszcze inne zamieszkane światy?

Marsjanie nadchodzą!
W 1877 roku panowały bardzo dobre warunki do obserwacji Marsa i mediolański astronom Giovanni Schiaparelli ogłosił, że powierzchnia Czerwonej Planety jest pokryta siecią kanałów. Temat podchwycił Percival Lovell, zapalony astronom z Bostonu. W wielu wydanych na przełomie XIX i XX wieku książkach przedstawił dramatyczną wizję marsjańskiej cywilizacji, która zbudowała olbrzymi system nawadniający, by walczyć z suszą.
Wizje Lovella były przekonujące. W 1920 roku na łamach czasopisma "Scientific American" poważnie rozważano możliwość nawiązania łączności z Marsjanami za pomocą olbrzymich reflektorów i luster. Proponowano też wykopanie rowów w kształcie symboli matematycznych, które miano następnie wypełnić benzyną i podpalić.
Wiara w życie na Marsie była tak powszechna, że w 1938 roku słuchowisko radiowe o inwazji Marsjan wywołało panikę w Stanach Zjednoczonych.
Przełom nastąpił w 1965 roku, gdy międzyplanetarna sonda Mariner 4 wykonała pierwsze zdjęcia powierzchni Czerwonej Planety. Od tego czasu wiemy, że na Marsie nie ma kanałów, a Schiaparelli i Lovell padli ofiarą złudzenia optycznego - kamery marsjańskich próbników utrwaliły jedynie koryta wyschniętych rzek i wielkie rozpadliny tektoniczne, takie jak Valles Marineris.
Upadek wizji Lovella nie zniechęcił entuzjastów obcej inteligencji. Przyjęli po prostu, że inne cywilizacje znajdują się trochę dalej od Ziemi. Sądzono powszechnie, że kosmos jest gęsto zaludniony inteligentnymi istotami. Najdalej posunął się amerykański astronom Karl Sagan, który w 1974 roku obliczył, że tylko w naszej galaktyce może istnieć nawet milion wysoko rozwiniętych cywilizacji.
 
W latach 60. w USA rozpoczęto program nasłuchu SETI, którego celem było przechwycenie sygnałów radiowych nadawanych przez odległe cywilizacje (SETI to skrót od

Search for Extraterrestrial Intelligence, czyli poszukiwanie inteligencji pozaziemskiej). Wiara w istnienie rozumnych kosmitów była tak duża, że na wystrzelonym w 1973 roku próbniku Pioneer 11 została umieszczona plakietka z rysunkowymi informacjami na temat ludzkości i Ziemi.
Lata mijały, a obcych ani widu, ani słychu, jeśli nie liczyć bałamutnych opowieści o latających talerzach i kręgach zbożowych. Nawet program SETI nie przyniósł spodziewanych efektów, co doprowadziło do wstrzymania jego finansowania przez Kongres Stanów Zjednoczonych (program wspierają nadal organizacje pozarządowe).
Zdecydowana większość odebranych przez radioteleskopy sygnałów okazała się naturalnym szumem kosmosu. Tylko kilka z nich uznano za podejrzane, między innymi słynny sygnał 6EQUJ5, znany także jako "Wow" (taki komentarz napisał pewien naukowiec na wydruku komputerowym). Żaden z podejrzanych przekazów nigdy się nie powtórzył. Nawet najwięksi entuzjaści musieli zatem przyznać, że w naszej części kosmosu panuje cisza.
Skoro obcych ani nie słychać, ani nie widać, to może w kosmosie istnieją przynajmniej mikroby? Astronauci misji Apollo przekonali się, że powierzchnia Księżyca jest całkowicie jałowa.

Mikroby na celowniku
Długo łudzono się, że przynajmniej na Marsie istnieją drobne organizmy. Wysłane tam w 1975 roku sondy Viking 1 i 2 wyposażono w laboratoria, które miały na celu wykrycie aktywności biologicznej. Żaden z eksperymentów nie dostarczył dowodów na istnienie życia. Co więcej, w marsjańskiej glebie nie znaleziono związków organicznych.
Coś mogło jednak żyć na Czerwonej Planecie w przeszłości. Przecież istniały tam rzeki, jeziora, a może nawet stosunkowo płytki, rozległy ocean. Jeśli na Marsie rzeczywiście było życie, to w tamtejszych skałach powinny się utrwalić jego skamieniałe ślady. Tylko jak do nich dotrzeć? Żaden statek kosmiczny nie przywiózł dotąd próbek z Czerwonej Planety.
Sprawa nie jest tak beznadziejna, jak mogłoby się wydawać, bo kamienie z Marsa same przylatują na Ziemię. Raz na kilka milionów lat w Czerwoną Planetę uderza kometa lub planetoida na tyle duża, by wybić w kosmos odłamki skał z jej powierzchni. Niektóre krążą przez miliony lat w przestrzeni kosmicznej, by w końcu zostać schwytane przez ziemskie pole grawitacyjne i spaść na Ziemię w postaci meteorytów. Do dziś rozpoznano ich ponad 30 (o pochodzeniu tych kamieni świadczą uwięzione w ich wnętrzu gazy, których skład odpowiada marsjańskiej atmosferze zbadanej przez Vikingi).

Najsłynniejszego z marsjańskich wędrowców - meteoryt oznaczony kryptonimem ALH 84001 - wypatrzono pośród bieli lodowych pustkowi Antarktydy. W 1996 roku grupa amerykańskich badaczy ogłosiła wiadomość o znalezieniu w ALH 84001 oznak życia sprzed czterech miliardów lat, między innymi podłużnych tworów przypominających bakterie. "Nie jesteśmy sami w kosmosie" - rozkrzyczały się czołówki gazet, a głos w sprawie marsjańskich bakterii zabrał nawet sam prezydent Stanów Zjednoczonych.
Dziś wokół ALH 84001 wieje chłodem - rzekome bakterie okazały się zbyt małe, by uznać je za szczątki żywych istot. Także inne ślady życia ze słynnego meteorytu uznano za wątpliwe. Jak dotąd najlepiej "bronią" się kryształki magnetytu, podobne do tych, które wytwarzają pewne ziemskie bakterie. Zdaniem Kathie Thomas-Keprta z Houston, kryształki marsjańskiego magnetytu są zbyt regularne i czyste, by mogły powstać bez udziału życia. Inni twierdzą, że same kryształki to zbyt słaby dowód na istnienie marsjańskich mikroorganizmów.
Proste formy życia mogły też powstać na Europie, jednym z 16 księżyców Jowisza. Całą powierzchnię Europy skuwa gruba lodowa powłoka, lecz nie wyklucza to powstania życia na dnie ukrytego pod lodem oceanu. Na Ziemi, wokół gorących źródeł mineralnych na dnie oceanów, istnieją ekosystemy, które trwają bez dopływu energii "z góry". Niewykluczone więc, że podobne środowiska rozwinęły się na Europie.

Odległe światy
Warunki sprzyjające życiu mogą istnieć także poza granicami Układu Słonecznego. Do 1993 roku nie znaliśmy innych układów planetarnych poza naszym. Dziś wiemy o istnieniu ponad 150 globów, krążących wokół gwiazd podobnych do Słońca. Samych planet nie widać przez teleskopy, można jednak zobaczyć, jak gwiazdy lekko się "zataczają" pod ich wpływem. Problem w tym, że możemy w ten sposób odkryć tylko masywne, gazowe giganty wielkości Jowisza lub większe od niego. Mniejsze planety powodują niedostrzegalne dla nas chwianie się swych gwiazd.
Najsłynniejszym z planetarnych monstrów jest Ozyrys, krążący wokół swego słońca w konstelacji Pegaza. Planeta jest tak blisko swej gwiazdy, że na jej powierzchni wieje piekielny wiatr. Żar gwiazdy zdmuchuje atmosferę Ozyrysa w kosmos. Co sekundę ulatuje 10 tys. ton gazu. Ozyrys jest skazany na śmierć, bo w przyszłości jego odarte z gazowej otoczki jądro skończy żywot w rozżarzonych trzewiach gwiazdy.
Żaden z gazowych olbrzymów nie nadaje się na kolebkę życia. Dotąd nie znaleziono planety zbliżonej rozmiarami do Ziemi, która obiegałaby swą gwiazdę po orbicie na tyle odległej, by uniknąć żaru, i na tyle bliskiej, by życie nie zamarzło na kość. Cała nadzieja w nowych metodach poszukiwań, m.in. tzw. soczewkowaniu grawitacyjnym. Dzięki niemu w styczniu 2006 roku odkryto planetę tylko nieco większą od naszej, oddaloną 20.000 lat świetlnych od Ziemi. Nie wygląda jednak na matecznik życia. Krąży za daleko od swego słońca i jest na niej strasznie zimno. Jednak zdaniem jednego z odkrywców planety, polskiego astronoma Andrzeja Udalskiego, odkrycie świadczy o możliwości istnienia we wszechświecie innych globów, potencjalnie zdolnych do podtrzymania życia.
Potwierdzeniem tego było kolejne odkrycie ziemiopodobnej planety w marcu 2006). 13 razy większa od Ziemi, odległa o 9 tysięcy lat świetlnych i podobnie jak ta "styczniowa" - zimna i skalista.

Marcin Machalski
Insytut Paleobiologii PAN

Czytaj więcej w Focus 5/2006

www.focus.pl









Dodaj komentarz do tej strony:
Twoje imię:
Twój adres email:
Twoja strona:
Twoja wiadomość:

Bo największe szczęście w życiu-kochać i być kochanym  
   
Reklama  
   
kontakt przez E-mail  
  E-mail ashkpour@op.pl, ashkpour13@o2.pl, ashkpour@googlemail.com, ashkpour@hotmail.com Komunikatory : MSN ashkpour@hotmail.com GADU 2216407 SKYPE ashkpour

Moje życie jest warte 75918 złociszy!

 
Wiersze  
  Š 2007 Magda Buraczewska  
 
  free counters  
chat-chacik  
 
 
Odwiedzilo mnie 1083988 odwiedzającyDzieki
=> Chcesz darmową stronę ? Kliknij tutaj! <=